REKLAMA

Łączy pracę w IT z misją społeczną. Ty też możesz zostać SuperBohakerem!

Rozmawiamy z Markiem Brynda, który na co dzień pracuje jako data scientist, a po godzinach pełni rolę edukatora jako wolontariusz w projekcie Hakersi. Spotyka się z dziećmi, które mają w życiu pod górkę i uczy je programowania oraz robotyki. Chcesz dołączyć do projektu? Twoje kompetencje zawodowe bardzo się przydadzą, a także otwartość, chęć pomocy, cierpliwość i empatia.

Jesteś wolontariuszem w projekcie Hakersi, prowadzonym przez Fundację Sarigato. Wspieracie dzieci i młodzież z tzw. trudnych środowisk poprzez edukację technologiczną i rozwijanie przydatnych kompetencji. Co sprawiło, że zdecydowałeś się na rolę edukatora?

Marek Brynda: Od ponad trzech lat pracuję w miejscu, które daje mi dużo satysfakcji zawodowej. Mam poczucie, że się rozwijam. Lubię to, co robię. Pomyślałem, że skoro mam dobrą, stabilną sytuację w życiu, to fajnie byłoby coś od siebie dać społeczeństwu. Podzielić się tym, co mam, na przykład poprzez uczenie tych, którzy mają w swoim życiu pod górkę. Zacząłem więc od udzielania korepetycji z matematyki i fizyki jako wolontariusz. Wiele satysfakcji dawało mi obserwowanie postępów edukacyjnych u uczennicy i fakt, że się nie poddawała, nawet gdy natrafiała na trudności. W pewnym momencie uznałem, że chcę działać na większą skalę, pomagać więcej niż jednemu dziecku - całej grupie. Szukałem więc miejsc, w których mógłbym to robić. Tak trafiłem do Fundacji Sarigato, do projektu Hakersi.

Jakiego rodzaju zajęcia prowadzisz?

Marek Brynda: Prowadzę zajęcia interdyscyplinarne – trochę programowania, trochę fizyki i matematyki. Zauważyłem, że nauka programowania wychodzi znacznie lepiej, gdy dzieci nie pracują tylko przed ekranem, ale pozwala im się przy okazji poruszać, chodzić po sali, używać rąk do czegoś więcej niż klepanie kodu i klikanie myszką. W ten sposób staram się pokazać, że programowanie to coś więcej niż praca przy komputerze - to też logiczne myślenie, które można ćwiczyć na papierze. Przykładem takich zajęć jest „kodowanie” poruszania postaci po planszy.  Najpierw rysuję na wielkiej kartce szachownicę, a zadaniem dzieci jest zaprogramowanie trasy, którą ma pokonać pionek (często wykorzystuję do tego figurki zwierzątek). Rysuję drogę, od punktu A do B, a uczniowie mają za pomocą strzałek (góra, dół, prawo, lewo) zapisać na papierze sekwencję ruchów, która pozwoli ich zwierzątku pokonać trasę. Czasami to dzieci wcielają się w rolę pionków, i muszą przesuwać się po planszy zgodnie z zapisanym algorytmem. Kodowanie, debugowanie (sprawdzanie, czy kod nie zawiera błędów), a w kolejnym kroku wykonywanie zapisanej instrukcji odbywa się offline, czyli bez używania sprzętu komputerowego. Uczestnicy zajęć muszą w parach wykonać kod kolegi/koleżanki, a później wspólnie analizują popełnione błędy i wprowadzają poprawki. Praca w grupie, rozmowy i wspólne, kreatywne rozwiązywanie problemów to dla mnie ważna część tego typu zajęć. Dzieci w naturalny sposób poznają podstawy programowania, a dzięki temu, że są w ruchu i np. chodzą po rozrysowanej na podłodze szachownicy, zyskuje na tym dodatkowo ich motoryka. Dopiero na dalszym etapie zajęć siadamy do komputerów, po przepracowaniu tematu „na sucho”.

Uważam, że dla dzieci, które dopiero zaczynają swoją przygodę z technologią, udział w zajęciach wyłącznie przy monitorze, byłby przytłaczający, podobnie w przypadku dzieci z nadaktywnością psychoruchową. W takim przypadku to komputer byłby głównym punktem programu, a nie problem i sposób w jaki go rozwiązujemy.

Skąd czerpiesz inspiracje pod kątem zajęć?

Marek Brynda: Wolontariusze w projekcie Hakersi otrzymują wsparcie od fundacji w postaci gotowych scenariuszy, materiałów czy narzędzi, ale można też samodzielnie kształtować zajęcia i wnosić swoje autorskie pomysły. Często inspiracji dostarcza samo życie i szara codzienność. Na przykład wspólnie z dziećmi, żeby zrozumieć czemu ważne jest przemyślenie algorytmu, programowaliśmy na kartkach aktywność pt. mycie zębów. Zaczęły od bardzo ogólnej instrukcji, ale kiedy zacząłem ją wykonywać okazało się, że pomyślały o odkręceniu wody, ale o jej zakręceniu już nie. Przy drugim podejściu dzieci zwracały uwagę na szczegóły, dywagowały, jak zakodować inne „podchwytliwe” punkty – np. nałożenie pasty na odpowiedni fragment szczoteczki – włosie, a nie rączkę, albo wsadzenie szczoteczki do swoich ust przed rozpoczęciem szorowania zębów.

W ogóle roboty stanowią wspaniałą atrakcję dla dzieciaków, ponieważ są interaktywne i programując, od razu widać efekt – każemy mu jechać, to robot jedzie. Inne ciekawe pomysły z robotami to zaprogramowanie machania albo rzucania piłeczką. Problemy na jakie natrafiły dzieci to jak powinny się wyginać „stawy” robota, przy okazji bawiły się szybkością, sprawdzały jak zachowa się ręka robota, kiedy każą mu zmienić położenie w 2ch osiach naraz albo najpierw w jednej a potem w drugiej. Celem spotkań jest zabawa, eksperymentowanie i nauka. Nie poprzez nudny wzór, tylko przez to, co dzieciom bliskie, znane z życia codziennego - praktykę.

Co daje Ci wolontariat? Przekazujesz Hakersom swoją wiedzę, dzielisz się czasem, pokazujesz twórczą i praktyczną stronę technologii. Jak to wpływa na Twój rozwój osobisty i zawodowy?

Marek Brynda: Moje stanowisko wymaga interakcji na styku świata technologii i biznesu. Śmieję się, że praca z dziećmi nie różni się zbytnio od spotkań z osobami nietechnicznymi w pracy, gdzie muszę wiedzieć co i jak w prosty sposób przekazywać. Przekazać tak żeby nie przytłoczyć odbiorcy, ale jednocześnie, żeby zrozumiał do wystarczającego stopnia technikalia. Prowadzenie zajęć dla dzieci bardzo mi w tym pomaga. Nie ma dwóch identycznych dzieci i każde potrzebuje podania zagadnienia w trochę inny sposób, dostosowania przekazu oraz narzędzi do niego. Tego też nauczył mnie wolontariat – zatrzymania się i lepszego zrozumienia niektórych kwestii. Taka dodatkowa aktywność po pracy pozwala też ćwiczyć plastyczność mózgu, wychodzić ze swojej strefy komfortu i… działa jak gimnastyka, gdzie mogę rozruszać mięśnie po całym dniu pracy przy biurku. Z grupą dzieci, które są ciekawskie i chcą się czegoś nauczyć, nie jest możliwe spędzenie zajęcia na siedząco. Nawet bym tego nie chciał. Wiele radości daje mi obserwowanie postępów, jakie robią Hakersi, czyli dzieci uczestniczące w projekcie. Lubię słuchać ich pomysłów i towarzyszyć im w procesie kreatywnym.

Z jednej strony działam w biznesie, ale z drugiej praca z dziećmi wciągnęła mnie do tego stopnia, że niedawno ukończyłem studia podyplomowe i uzyskałem przygotowanie pedagogiczne. Czuję, że edukacja to moja misja. Chcę wspierać młodych ludzi w rozwijaniu przydatnych umiejętności, takich jak zdolność logicznego i krytycznego myślenia. Szczególnie jeśli są to grupy zagrożone wykluczeniem cyfrowym. Nawet jeśli sztuczna inteligencja będzie pełnić coraz ważniejszą rolę w świecie IT, to programiści nadal będą potrzebni, by analizować, wyciągać wnioski i poprawiać błędy. A jeśli dzieci w przyszłości nie będą pracować przy komputerze to i tak warto rozumieć jak świat dookoła nas działa i jakie może nieść zagrożenia. To właśnie pokazujemy dzieciom. Warto uczyć, budować świadomość i dzielić się swoimi kompetencjami. Jeśli wykształcimy młode pokolenia potrafiące myśleć krytycznie, a zatem nie wierzyć we wszystko co wypluje chat AI lub co zobaczą w internecie, to istnieje niezerowa szansa, że nauczą się weryfikować informacje w sieci. Jest to umiejętność, która przydałaby się w obecnych czasach każdemu, nie tylko dzieciom.

Chcesz dołączyć do grona SuperBohakerów i tak jak Marek wspierać edukację technologiczną dzieci z trudnych środowisk, by miały łatwiejszy w start w dorosłość?

Zgłoś się tutaj: https://hakersi.pl/rekrutacja-wolontariuszy/